Witaj gościu.
Nie jesteś zarejestrowany albo zalogowany, aby mieć pełny dostęp zaloguj się lub zarejestruj się
Witaj!





.

Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sprawa Nangar Khel: Nikt nie strzelał z wioski
Offline
STORM
Moderator


*****

726
98
03.06.2009
12
#1
Cytat:Sprawa Nangar Khel: Nikt nie strzelał z wioski

[Obrazek: 367144,284351,9.jpg]


Sąd wznowił po wakacjach sprawę ostrzelania wioski Nangar Khel. Jeden ze świadków zeznał, że użycie moździerza wyglądało na wstrzeliwanie się w cel.

St. szer. Mariusz W. jechał w patrolu, którego pojazd feralnego dnia najechał na ładunek wybuchowy domowej roboty, tzw. IED (Improvised Explosive Device). Był w grupie żołnierzy, która czekała na wsparcie i siły szybkiego reagowania - tzw. QRF (Quick Reaction Force).

Jak mówił, do czasu kiedy przybyło wsparcie, w rejonie było już na tyle spokojnie, że żołnierze przygotowywali posiłek, a on sam zdjął na chwilę kamizelkę kuloodporną.

- Usłyszeliśmy pierwszy wybuch, nie wiedzieliśmy gdzie trafił pocisk. Potem obserwowaliśmy już tamten kierunek i zobaczyliśmy gdzie spadały pociski - mówił.

Jak podkreślał, pamięta to doskonale, a sytuację obserwował przez lornetkę. - Według mnie cztery lub pięć pocisków trafiło centralnie w wioskę, były też wybuchy wokół niej - powiedział. Dopytywany przez jednego z mecenasów, ile pocisków mogło być wystrzelonych, świadek wybrał przedział 10-20.

- Jestem po szkoleniu z moździerza, wiem jakie są zasady celowania z tej broni. Traktowałem wybuchy dookoła jako ogień skierowany do wioski. Tak się celuje z moździerza - najpierw obramowuje się cel - zeznał.

Ktoś strzelał, ale z gór

Inny ze świadków, Paweł O. także był w wiosce po zdarzeniu, w charakterze sanitariusza. Podobnie jak W. także O. wyraził opinię, że gdy doszło do ostrzału wioski, "było w miarę spokojnie, przynajmniej w sektorze". - Nie widziałem talibów - powiedział.

Potwierdził jednocześnie, że przybyłe później na miejsce zdarzenia śmigłowce ewakuacji medycznej - tzw. MEDEVAC - ostrzelano. Dodał, że nie wie jednak, z jakiego kierunku.

Trzeci z zeznających świadków, st. kpr. Sławomir P., także powiedział, że widział, iż śmigłowce były ostrzeliwane. Jego zdaniem "z gór za wioską".

Pytany o wypowiedź jednego z oskarżonych, który powiedział na odprawie przed feralną akcją, że "jadą rozpier... wioskę" P. stwierdził, że "przyjął to z uśmiechem".

PAP
Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga!
http://www.pah.org.pl/o-pah/8/pajacyk
Offline
pcm
admin


*******

1,048
92
01.06.2009
9
#2
Cytat:Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował, po wakacyjnej przerwie, proces siedmiu żołnierzy, oskarżonych o zabicie afgańskich cywilów w sierpniu 2007 roku w rejonie wioski Nangar Khel. Przesłuchano kolejnych trzech świadków; jeden z nich zeznał, że użycie moździerza wyglądało na klasyczne wstrzeliwanie się w cel.
St. szer. Mariusz W. jechał w patrolu, którego pojazd feralnego dnia najechał na ładunek wybuchowy domowej roboty, tzw. IED (Improvised Explosive Device). Był w grupie żołnierzy, która czekała na wsparcie i siły szybkiego reagowania - tzw. QRF (Quick Reaction Force).

Jak mówił, do czasu kiedy przybyło wsparcie, w rejonie było już na tyle spokojnie, że żołnierze przygotowywali posiłek, a on sam zdjął na chwilę kamizelkę kuloodporną.

- Słyszeliśmy przez radio, że jakiś pluton do nas jedzie. (...) Zdziwiliśmy się, że nie nawiązywali z nami łączności. Próbowaliśmy się z nimi połączyć przez telefon satelitarny oraz AFTS (komputerowy system łączności satelitarnej przypominający komunikator internetowy) i radiostacje na rożnych kanałach - relacjonował.

- Usłyszeliśmy pierwszy wybuch, nie wiedzieliśmy gdzie trafił pocisk. Potem obserwowaliśmy już tamten kierunek i zobaczyliśmy gdzie spadały pociski - mówił.

Jak podkreślał, pamięta to doskonale, a sytuację obserwował przez lornetkę. - Według mnie cztery lub pięć pocisków trafiło centralnie w wioskę, były też wybuchy wokół niej - powiedział. Dopytywany przez jednego z mecenasów, ile pocisków mogło być wystrzelonych, świadek wybrał przedział 10-20.

- Jestem po szkoleniu z moździerza, wiem jakie są zasady celowania z tej broni. Traktowałem wybuchy dookoła jako ogień skierowany do wioski. Tak się celuje z moździerza - najpierw obramowuje się cel - zeznał.

- Jeżeli cel jest dobry, to robi się tzw. dwa-trzy szybkie, czyli strzela dwu-trzykrotnie przy tych samych nastawach - dodał. - Czułem się jak na pokazowym strzelaniu - ocenił.

Jak mówił W., już po pierwszym wybuchu dowódca kazał mu wysłać wiadomość do Centrum Operacji Taktycznych - tzw. TOC-u (Tactical Operations Center) - żeby wstrzymać działania.

Świadek zeznał, że dostrzegł, iż jest prowadzony ogień z wielkokalibrowego karabinu maszynowego. - Widzieliśmy ogień z WKM, kurz po pociskach. Słyszeliśmy dwie, trzy serie z WKM-u. Trafiały w prawą stronę wioski, nie centralnie - powiedział.

- Widzieliśmy biegających ludzi, zwierzęta, ogólny popłoch - relacjonował. - Tam było wesele czy jak tam się to u nich nazywa, kobiety były gdzie indziej, mężczyźni gdzie indziej - mówił. "Widziałem mężczyznę z podniesionymi rękami, który szedł. Nie wiem, czy zakończono ostrzał czy strzelano jak on jeszcze szedł - opowiadał świadek.

W. wykonywał obowiązki sanitariusza. Był na miejscu tragedii i udzielał poszkodowanym pomocy. - Na miejscu było sześć ciał, w tym kobiety i dzieci. Widziałem zabitych, rany po odłamkach - mówił.

Inny ze świadków, Paweł O. - w Afganistanie w stopniu starszego szeregowego, dziś w cywilu - także był w wiosce po zdarzeniu, w charakterze sanitariusza. - Dojechaliśmy do celu, zaczęliśmy udzielać pierwszej pomocy. Bodajże pomagaliśmy sześciu osobom, nie pamiętam rodzajów obrażeń - zeznał.

Podobnie jak W. także O. wyraził opinię, że gdy doszło do ostrzału wioski, "było w miarę spokojnie, przynajmniej w sektorze". - Nie widziałem talibów - powiedział. Potwierdził jednocześnie, że przybyłe później na miejsce zdarzenia śmigłowce ewakuacji medycznej - tzw. MEDEVAC - ostrzelano. Dodał, że nie wie jednak, z jakiego kierunku.

Trzeci z zeznających we wtorek świadków, st. kpr. Sławomir P., także powiedział, że widział, iż śmigłowce były ostrzeliwane. Jego zdaniem "z gór za wioską".

Pytany o wypowiedź jednego z oskarżonych, który powiedział na odprawie przed feralną akcją, że "jadą rozpier wioskę" P. stwierdził, że "przyjął to z uśmiechem".

"Oznaczało to dla mnie pojechać do miejscowości, rozeznać sytuację i działać stosownie do okoliczności; w żadnym wypadku zniszczenia fizycznego. Dla tego typu działania używało się tego określenia "przy***, rozp***" - przekonywał świadek.


onet trochę więcej napisał
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów.
Podwładny przed obliczem przełożonego powinien mieć wygląd lichy i durnowaty, tak aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy, przełożonego nie peszył
Offline
joe
Nowicjusz


*

44
4
11.06.2009
0
#3
Oskarżeni z Nangar Khel bez dozoru

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił dozór i odwołał zawieszenie w czynnościach służbowych wszystkich oskarżonych w sprawie ataku na wioskę Nangar Khel.
Z wnioskiem w tej sprawie wystąpili obrońcy, poparła go także prokuratura. Jak wskazał sąd, oskarżeni zostali przeniesieni z 18. bielskiego batalionu do innych jednostek, co sprawia, że nie ma ryzyka, by mogli służbowo wywierać wpływ na osoby zaangażowane w sprawę. Ponadto, z powodu zmiany przydziałów służbowych, sprawowanie nad nimi dozoru przez dowódcę 18. BDSz jest utrudnione, jeśli nie niemożliwe. Zdaniem sądu argumentem za uchyleniem zawieszenia w czynnościach służbowych - wiążącego się m.in. z ograniczeniem wynagrodzenia - przemawia także interes rodzin oskarżonych.

Sąd "informacyjnie" - jak wyraził się sędzia - przypomniał oskarżonym, że jeżeli środek zapobiegawczy można uchylić, to można go również ponownie zastosować i to z najpoważniejszym - w postaci tymczasowego aresztowania - włącznie. Sąd zaznaczył w tym kontekście, że ma nadzieję, iż nie będzie problemu ze stawiennictwem oskarżonych na rozprawach.

Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy 16 sierpnia 2007 r. na miejscu zginęło sześć osób - dwie kobiety i mężczyzna oraz troje dzieci. Trzy osoby, w tym kobieta w zaawansowanej ciąży, zostały ciężko ranne.

Na ławie oskarżonych zasiada siedmiu wojskowych: kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz Bywalec, chor. Andrzej Osiecki, plut. Tomasz Borysiewicz i trzech starszych szeregowych: Damian Ligocki, Jacek Janik i Robert Boksa. Sześciu żołnierzy jest oskarżonych o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara dożywotniego więzienia; siódmego oskarżono o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi od 5 do 15 lat pozbawienia wolności i - w wyjątkowych przypadkach - kara 25 lat więzienia.
Offline
pcm
admin


*******

1,048
92
01.06.2009
9
#4
Cytat:Śmigłowiec ewakuacji medycznej tzw. medevac, który transportował Afgańczyków rannych w wyniku działań polskich żołnierzy w rejonie wioski Nangar Khel, ostrzelano dopiero po tym, jak maszyny zabrały poszkodowanych - zeznał we wtorek jeden ze świadków w procesie żołnierzy oskarżonych w związku z zajściem.
Poważne zagrożenie ze strony talibów w rejonie zabudowań to, jak twierdzą adwokaci wojskowych, jedna z okoliczności, która przyczyniła się do tragedii.

Kapitan Dariusz L., w czasie pierwszej zmiany w Afganistanie w stopniu ppor., był na miejscu zdarzenia, udzielał pomocy rannym i wykonywał zdjęcia zabitych.

Jak relacjonował we wtorek, feralnego dnia przed wyjazdem zespołu, który miał wesprzeć załogę uszkodzonego wybuchem miny-pułapki Rosomaka był obecny podczas części odprawy w centrum dowodzenia bazy, tzw. TOC-u (Tactical Operations Center). "Z tego co ja słyszałem, dowódca wydał rozkaz ostrzelania gór" - powiedział.

Żołnierze po dojechaniu na miejsce próbowali załadować uszkodzony transporter na lawetę. "Nie było to łatwe, nie mogliśmy sobie poradzić" - powiedział. "W międzyczasie po radiu przyszły informacje, że był ostrzał wioski" - dodał.

Kapitan zeznał, że po dojechaniu do zabudowań, zobaczył jak pluton w skład, którego wchodzili oskarżeni "starał się zrobić kordon wobec ludzi z wioski, którzy byli zdenerwowani". "Chodziło o to, żeby nie dopuszczać na miejsce zdarzenia osób postronnych" - wyjaśnił.

L. powiedział, że widział jak ppor. Łukasz Bywalec "załamany" schodził z pobliskiego wzgórza. "Przy samochodzie stał chor. Andrzej Osiecki i plut. Tomasz Borysiewicz. Powiedziałem do nich wtedy +co wyście tu odpier...+. Borysiewicz rzucał hełmem, krzyczał, że nie pójdzie siedzieć, bo ma świadków, że nie wydał komendy" - zeznał.

Świadek relacjonował, że rannych przeniesiono w miejsce, gdzie mógł wylądować śmigłowiec, który miał ich zabrać do szpitala. "Przenieśliśmy chłopczyka, kobietę w ciąży, starszą kobietę i nastoletnią dziewczynę; rozmawialiśmy kogo wysyłać w pierwszej kolejności" - powiedział. W ramach medevac na miejscu tragedii pojawiły się dwie maszyny - jedna do transportu ludzi, druga była cały czas obecna w powietrzu jako ochrona.

"Medevac nie mógł wylądować za pierwszym razem, pewnie z powodu zapylenia i piasku. Przydławiło go, podniósł się i wylądował kilkaset metrów dalej. Strzały do śmigłowca były już po całym incydencie, po tym jak zabrano rannych" - dodał. "To były strzały z broni strzeleckiej, nie jestem w stanie określić jakiej; pojedyncze strzały" - sprecyzował.

Świadek zeznał, że po tym jak zabrano rannych udał się w miejsce, gdzie były ciała zabitych. "Rozmawiałem z Bywalcem, pytałem czy robimy zdjęcia do dokumentacji, powiedział, że tak i ciała zostały sfotografowane" - dodał.

"Zdjęcia przeniosłem na służbowy laptop. Chciałem je przekazać majorowi, ale powiedział, że nie chce ich oglądać. Usunąłem je więc do kosza. Dowódca nie polecił mi tego; to była moja decyzja, bo zbyt dużo ludzi miało dostęp do laptopa, chciałem uniknąć łatwego rozpowszechniania zdjęć" - powiedział. "Gdy okazało się, że +jest sprawa+ (...) wyciągnąłem je i zgrałem na płytkę dla prokuratora" - dodał.

Drugi ze świadków st. szer. Sebastian N. wskazywał m.in. na wadliwość moździerza i amunicji. To - zdaniem obrońców żołnierzy - kolejna okoliczność, która doprowadziła do zdarzenia.

"W czasie pierwszej zmiany zdarzało się, że granaty spadały. Zresztą podobna sytuacja była na piątej zmianie, z której wróciłem. Zdarzały się cuda, że pocisk mający lecieć na 1500 metrów spadł na 150, o mało bym wtedy zastrzelił kolegów" - zeznał.

Na ławie oskarżonych zasiada w procesie siedmiu wojskowych: kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz Bywalec, chor. Andrzej Osiecki, plut. Tomasz Borysiewicz i trzech starszych szeregowych: Damian Ligocki, Jacek Janik i Robert Boksa. Sześciu żołnierzy jest oskarżonych o zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara dożywotniego więzienia; siódmego oskarżono o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi od 5 do 15 lat pozbawienia wolności i - w wyjątkowych przypadkach - kara 25 lat więzienia.

Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy 16 sierpnia 2007 r. na miejscu zginęło sześć osób - dwie kobiety i mężczyzna (pan młody przygotowujący się do uroczystości weselnej) oraz troje dzieci (w tym dwoje w wieku od trzech do pięciu lat). Trzy osoby, w tym kobieta w zaawansowanej ciąży, zostały ciężko ranne.
nowe fakty -spójność zeznań jak widać znikoma - onet.pl
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów.
Podwładny przed obliczem przełożonego powinien mieć wygląd lichy i durnowaty, tak aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy, przełożonego nie peszył
Offline
STORM
Moderator


*****

726
98
03.06.2009
12
#5
Uniewinnieni żołnierze: wygraliśmy bitwę, trzeba wygrać wojnę
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/uniewinnieni-zolnierze-wygralismy-bitwe-trzeba-wyg,1,4405587,wiadomosc.html
Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga!
http://www.pah.org.pl/o-pah/8/pajacyk
Offline
pcm
admin


*******

1,048
92
01.06.2009
9
#6
ClappingClappingClapping
poczekajmy jeszcze na odwołania ,ale już można powiedzieć że wojnę(batalię przed polskimi niezawisłymi sądami) wygrali ....
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów.
Podwładny przed obliczem przełożonego powinien mieć wygląd lichy i durnowaty, tak aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy, przełożonego nie peszył
Offline
subzeroo
Nowicjusz


*

17
1
03.07.2009
0
#7
Trochę zniszczyli chłopakom kilka lat życia Sad teraz tylko patrzeć jak będą rozprawy w celu uzyskania odszkodowań Smile Generalnie "machina" sama strzeliła sobie w kolano, nadszarpnęła reputację żołnierzy a teraz będzie prawdopodobnie za to musiała zapłacić.
Offline
STORM
Moderator


*****

726
98
03.06.2009
12
#8
Tak niech im płacą jestem ZAAAAAA! To co MON im zrobił to nie do opisania.
Tylko niech płacą ze swoich kieszeni a nie z pieniędzy naszych czyli podatników.
Tych którzy ich oskarżyli niech obciążą lub tych co ich wysłali niby na misję stabilizacyjną, a tam przecież jest wojna.Idea
Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga!
http://www.pah.org.pl/o-pah/8/pajacyk
Offline
UXXI
Nowicjusz


*

17
0
03.04.2010
0
#9
No to już wiem jak wygląda "taktyczne ostrzelanie wzgórz". Wiem też że nie wolno strzelać do górników [nawet uzbrojonych] a do kobiet i dzieci wolno.
UXXI, jest dumnym użytkownikiem Forum Oddziału Wart Cywilnych



Skocz do:


Użytkownicy którzy przeglądają wątek: 1 gości



Polskie tłumaczenie © 2007-2019 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2019 MyBB Group.
MyTrade theme by XSTYLED © 2014.
Forum wykorzystuje cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie, więcej informacji w polityce prywatności
Akceptuję politykę prywatność, zamknij informację